Efekt motyla, czyli sportowe "a gdyby"

Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka, gdyby się nie przewrócił, byłaby rzecz wielka – śpiewa w swojej nowej piosence Kazik Staszewski. Wiadomo – te wersy podszyte są kpiną, ale słowa „gdyby” nigdy nie wykreślimy ze sportowego słownika. Potęgi powstają i upadają na skutek… przypadku.

Znamy z filmów takie historie – wisi samochód nad przepaścią, buja się, buja, nie wiadomo, czy spadnie. Aż nagle siada wróbel – i łubudu.

Właśnie chwieje się Wisła Kraków, w dużej mierze na skutek przypadkowych zdarzeń. Chyba każdy może sobie wyobrazić, że Pareiko broni strzał zawodnika APOEL-u i Wisła awansuje do Ligi Mistrzów, Cezary Wilk - zdobywca dającej promocje bramki jest bohaterem, a trener Maaskant okrzyknięty jest cudotwórcą i podpisuje nowy, lukratywny kontrakt. Potem, kto wie, Wisla idzie śladami Cypryjczykow i dopiero w 1/4 finału odpada z Realem Madryt...Równocześnie zalany pieniędzmi klub szykuje nowe, spektakularne transfery, a kibice walczą o bilety na mecze...

Trzy minuty. Jeden kontakt piłki z nogą. Gdyby przeciwnik uderzył pięć centymetrów w drugą stronę, gol mógłby nie paść. I wszystko potoczyłoby się inaczej. Efekt motyla...

Teraz z kolei Wisła traci szansę na europejskie puchary, ponieważ przegrała w karnych półfinał PP z Ruchem. A karne to – wiadomo – loteria. Nunez uderzyłby inaczej i inaczej wszystko mogłoby się potoczyć. A tak możemy mieć koniec pewnej epoki. Może dojść do zmiany polityki kadrowej. Być może klub pożegna sie z większością zagranicznych zawodników i zacznie szukać na ich miejsce tańszych Polaków. Mocno spadnie budżet, nie będzie mowy o dużych transferach. Bedzie inaczej. Jeden karny w szóstej kolejce...

Gdyby Nunez strzelił, to Wisła by karne strzelała dalej. A gdyby strzelała dalej, to może by wygrała z Ruchem, a gdyby wygrała, to by awansowała do finału Pucharu Polski, a gdyby awansowała, to by grała w europejskich pucharach. A gdyby grała, to by mogła liczyć na dochody, a wtedy mogłaby zaplanować wyższy budżet. A gdyby miała wyższy budżet, to by zostawiła większość piłkarzy i pozyskała kolejnych, wcale nie gorszych i nie tańszych.

Piłka pełna jest takich historii – jednych los ciągnie za uszy, innych spycha w przepaść. Dania w 1992 w ogóle nie awansowała do finałów mistrzostw Europy i zagrała w nich tylko dlatego, że na Bałkanach wybuchła wojna. Ściągnięci z urlopów zawodnicy (chociaż nie wszystkim chciało się przyjechać) sięgnęli po złote medale. Nasi piłkarze ręczni w meczu z Serbią na minutę przed końcem mieli piłkę w rękach i dwie bramki przewagi. Gdyby wygrali – pojechaliby na igrzyska olimpijskie, gdzie o dobry wynik juz nie jest trudno. Wenta dalej byłby wielki, a ci zawodnicy dalej uchodziliby za herosów. Ostatnia minuta, gdyby trener wziął czas, gdyby nasi utrzymali prowadzenie... Jeden błąd, chwila nieuwagi, zły krok, nie w tę stronę – i nagle wszystko może runąć. Teraz może dojdzie do zmiany trenera, przyjdą nowi gracze...

Drobne, niepozorne zdarzenia w efekcie potrafią decydować. Mariusz Jop strzela bramkę samobójczą i Lech zostaje mistrzem Polski. W futbolu jest wiele takich zdarzeń. Tak na boisku, jak i poza nim. Gdyby Sławomir Peszko wsiadł do innej taksówki, trafił na innego taksówkarza, to może jego wieczór zakończyłby sie w domu, a nie na izbie wytrzeźwień. Sprawa by się nie wydala i Peszko by pojechał na Euro 2012, gdzie może by pokazał się z dobrej strony...

Motyl trzepocze skrzydłami każdego dnia.
Nie jestem pierwszym, który uważa że "motyl" ma dużo do powiedzenia w futbolu. Poniżej film, który napotkałem w internecie.

Trwa ładowanie komentarzy...