Barcelona i Real, oni są jak The Beatles i The Rolling Stones

Barcelona czy Real? Piłkarski świat jest podzielony na dwie części. Za i przeciw. Musisz być za jednymi albo drugimi. Żaden trzeci klub tu się nie liczy.

Barcelona czy Real? To jak The Beatles czy Rolling Stones. BMW czy Mercedes. Inne wyznanie. inna filozofia życia.

Nie znam aktualnych badań ( nawet nie wiem czy ktoś je przeprowadził ) , ale przypuszczam, że ponad trzy czwarte ludzi na świecie jest za Barceloną. Niektórzy nawet nie wiedzą dlaczego. Może, bo ładna nazwa? Może bo kolega, ojciec albo narzeczony są za Barcą? Może, bo w telewizji coś usłyszeli?

Ale są tacy, co kochają Barcelonę za styl, za piękną grę, za zwycięstwa. Tylko że ta miłość niekiedy bywa ślepa.

Nawet jeśli Barca przegrywa, to dla wielu jest i tak lepsza! Mówią, że miała przewagę, że miała posiadanie siedemdziesiąt do trzydziestu, ze były sytuacje. A że przegrała? Przypadek. Atakują, wiec są lepsi, prowadza grę, wiec należy im się zwycięstwo.
Nic bardziej mylnego! Barcelona inaczej grać nie potrafi, nie ma do tego ludzi. Nie mogą się bronic i czekać na kontry, ryzykować wrzutki na własne pole karne. Jeden Puyol, drugi Pique, może w powietrzu nie wystarczyć… Ale gdyby tych wielkoludów było więcej, nie byłoby już tej pięknej gry piłką. W Barcelonie świadomie dobierają piłkarzy do swojej gry.

Taktyka. Jedno, ale jak bardzo pojemne słowo.

Gdy mały bokser walczy z dużym, musi nadrabiać ruchliwością, zmianą tempa. Musi dążyć do zwarcia, skracać dystans, szukać kontaktu. Być szybszym. Unik, garda, atak, lewy, prawy, odskok... A duży - spokojnie, uważnie. Lewy prosty, dystans, punktujemy... Kontra, zejście, kontra... Czeka na rywala, nie goni go...

Grają swoje role. Mały swoją i duży swoją. Każdy wierzy w swój plan. Wie, że jeśli go dobrze wykona, to wygra. Tak samo jak tenisiści. Jeden gra serwis - wolej, drugi pod gorę, liftem przerzut na koniec kortu i czeka na błąd, na niedokładność rywala. I wtedy lob albo mijanka... Ale sam do siatki się nie pcha. To nie jego rola.

Nie jest rolą Realu atak pozycyjny i szanowanie piłki. Real chce wygrać, więc wybiera kontrę i mijankę. Musi neutralizować przewagę techniczną, zgranie piłkarzy Barcelony, kunszt Messiego. Dostosować taktykę do przeciwnika. To nie mecz z ŁKS Łódź, tylko z Barceloną. Trzeba dać im grać ale daleko od bramki, kontrować, zdobyć rzuty wolne i rożne, skorzystać z lepszych warunków fizycznych, wygrać w powietrzu, przewyższyć rywala kondycją i siłą. Bo celem są gole, a nie piękno gry. Nie prowadzenie piłki, ale oddawanie strzałów. Trzeba wygrać, pokonać rywala. A jak i w jakim stylu, to mniej ważne. Przechytrzyć, osiągnąć swój cel.

Nie jest lepszy ten kto gra ładnie. Lepszy jest ten, kto mecz wygrywa. A widzę, że Barca, będzie mieć coraz trudniej jeśli nie urozmaici składu. Mali spryciarze potrzebują wzmocnień z zewnątrz. Nie wychowanków, młodych, nieopierzonych, tylko gotowych, topowych zawodowców. Najlepszego gracza z Sewilli, tak jak przyszedł Dani Alves, najlepszego z Valencii jak Villa. Nowych liderów, którzy urozmaicą styl drużyny. Messi jest wielki, Iniesta, Xavi tez, ale ich akcje, staja się nieco powtarzalne, ich możliwości fizyczne i zapał będą już maleć. Potrzebny jest impuls. Zmiana. Inaczej rozpocznie się stagnacja, a potem cofanie. A rywale są głodni sukcesów, z Barceloną chce wygrać każdy.

Bez względu na styl.
Trwa ładowanie komentarzy...