Szanujmy piłkarzy. Nie jest tak łatwo być jednym z nich

Tak to i ja bym zagrał! Oczywiście w piłkę grać potrafi każdy, tak jak każdy potrafi biegać albo podskakiwać. Z tego powodu kiedy tylko zaczyna się mecz, kilka milionów ludzi drze się do telewizora: „Jak strzelasz baranie! W lewo, a nie w prawo! Ja bym to strzelił!”. Pal licho tych, którzy krzyczą to w chwili uniesienia. Gorzej, że coraz więcej osób naprawdę wierzy, że jest w stanie grać na poziomie zawodowego piłkarza (a nawet lepiej!), tylko z jakichś bliżej nieokreślonych przyczyn tego nie robią. To znaczy, oni te powody czasami są w stanie sprecyzować – nie mają znajomości, nie wiedzą do kogo się zgłosić, nikt ich nie chce wciągnąć do interesu.

 Ludzie – jeśli można tak uogólniać – nie zdają sobie sprawy, jak trudno jest być piłkarzem. Ile to wyrzeczeń od najmłodszych lat, ile poświęconych na trening poranków i wieczorów, ile wakacji spędzonych na boisku, ile bólu, ile zawziętości. Te wszystkie składowe stanowią obietnicę gry w piłkę, ale w rzeczywistości i tak przebijają się tylko najlepsi. Ktoś mówi – tak to i ja bym zagrał! Kiedyś moja szwagierka tez mi powiedziała:  niech mi zapłacą, ja też będę tak po boisku latać....

Chodzi o te kilka metrów na mecie, kilka centymetrów wyżej, kilka kilogramów więcej... To jest ta cienka granica miedzy amatorem i zawodowcem. 11 sekund na setkę to świetnie biegający amator, ale tylko amator, zawodowstwo jest pół sekundy dalej. Te najtrudniejsze do pokonania pół sekundy... Z boiskiem jest  podobnie – musisz być szybki, silny, skoordynowany, przewidujący, odporny na ból, na stres... Wejdziesz, też może kopniesz piłkę, ale wyglądać będziesz pokracznie, bez względu na to, jakie masz aktualnie o sobie mniemanie. Że ktoś nie strzelił na pusta bramkę? Tak bywa, trzeba wziąć pod uwagę, ze już przebiegł w tym meczu 10 kilometrów, doszedł stres... 
 
Przypomina mi się zakład z dawnych lat. Ktoś chciał zmierzyć się z mistrzem świata w tenisie stołowym, poszedł zakład. Dostał duże fory, 19 punktów w secie....  Na rozgrzewce – obaj z partnerami  wyglądali tak samo. Te same ruchy. Piłeczka – pyk, pyk, pyk, puk. Bez różnicy! A potem zaczął się mecz i różnica już była, bo jeden walił gdzie chciał, a drugi nawet nie był w stanie zareagować. Dostawał piłką w rękę, łokieć, czoło... Nic nie ugrał! 
 
W żadnym sporcie nie jest prosto trafić do reprezentacji kraju, a już w tak popularnym jak futbol – w szczególności. Dlatego szanujmy piłkarzy. Są jacy są, może nie najlepszych na świecie, ale w czym niby Polska jest najlepsza na świecie? Może i w naszej lidze zdarzają się mecze nudne, ale w jakiej dziedzinie życia nie ma szmiry? Ostatnio trafiłem do teatru Polonia na przedstawienie Boska! Na scenie mocna ekipa: Krystyna Janda, Wiktor Zborowski, Maciej Stuhr... Wszyscy fajnie grają, podobno bardzo dobre przedstawienie, jeden problem: nieśmieszne... A to miała być komedia. Nudy. Oczywiście – niektóre spotkania są bez dwóch zdań fatalne, frekwencja na nich mizerna, ale ile jest fatalnych filmów w kinach i ile pustych filmowych sal? Ani ta nasza piłka nie jest lepsza, ani gorsza od tego wszystkiego, co mamy na co dzień.
Trwa ładowanie komentarzy...