O autorze
Z wykształcenia inzynier (Wydział Mechatroniki PW ), po drodze dziennikarz "Sportowca" oraz rzecznik prasowy PZPN. Od dziesięciu lat licencjonowany menadżer piłkarski, autor ponad pięćdziesięciu międzynarodowych transferów, między innymi do takich klubow jak FC Porto, Sporting Braga, US Palermo, AC Torino, QPR FC, Southampton FC, WBA FC, Ipswich, Sheffield Wednesday, Hertha Berlin, FC Kaiserslautern, VfL Bochum, Borussia Monchengladbach, Real Murcia, Elche CF, Glasgow Rangers, FK Moskva, FK Terek, PAOK Saloniki i inne. Sprawdźmy czy 2+2=4 także w futbolu...

DROGA DO BARCELONY

Ale my mamy słabych piłkarzy! Żaden nie gra w Barcelonie albo w Realu! Żaden nie gra w Manchesterze United albo w Milanie! Bramkarzy nie uwzględniam, bo to jednak jakby inny zawód, mówi się: są bramkarze i piłkarze, to inny trening, inne warunki fizyczne, inne wymagania i inne szkolenie... Ale dlaczego polscy piłkarze nie robią wielkich karier lub też robią je bardzo rzadko? Że słabe szkolenie, że bieda, że długa zima? To też.... Ale finalnie dlaczego nasi nie trafiają na sam top?

W futbolu wbrew pozorom niewiele odbywa się przypadkowo, raczej obowiązuje logika. Zapewne dla wielu całkiem niespodziewanie.... Ludzie myślą, że decydują układy, znajomości, a w rzeczywistości do wielkich klubów trafiają tylko wielcy piłkarze. Ale żeby być wielkim piłkarzem, trzeba być w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, czyli wieku. Tak jak w życiu, nie da się wstąpić na renomowany uniwersytet bez odpowiedniej wiedzy. Albo potem zrobić kariery naukowej, bez studiów, doktoratu i to zrobionego w odpowiednim czasie, nie na emeryturze, bo wtedy jest już za późno. Jak nie wejdziesz na właściwą ścieżkę za młodu ( coraz częściej już w przedszkolu !), to potem jest już coraz trudniej nadrobić stracony czas.

Żeby trafić na Broadway, trzeba już za młodu tańczyć gdzieś w pobliżu. Dzisiaj Rafał Maserak ma już małe szanse by tam wystąpić... Ma osobowość, umiejętności, wyjątkowy dar, jest u nas numerem jeden, ale jest również daleko. Tak geograficznie, jak i kulturowo. On jest tu, a oni są tam. Albo Edyta Górniak. Ładnie śpiewa, ale u nas... Madonną już nie będzie, o ( nie ) jeden most za daleko. Roberta Więckiewicza też już "tłuste koty" z Hollywood nie zaproszą. Ewentualnie żeby zagrał polskiego uchodźcę. Albo jakiś epizod. Pięć dni zdjęciowych i powrót do kraju.

Tak właśnie wygląda różnica między polskim i zagranicznym zawodnikiem. O szansach zrobienia dużego wyniku, decyduje miejsce urodzenia i szkolenia. Polak aby dostać się do przykładowej Barcelony musiałby wspiąć się na bardzo długą drabinę. I musiałby pokonywać po dwa szczeble!

Jeśli jest rzeczywiście dobry i młody, ale gra w średniej drużynie, jak na przykład GKS Bełchatów, to ...ma pecha. Prawdopodobnie ma długi kontrakt i nie może się stamtąd wydostać ( tu rola menedżera). Nasz Bełchatów chce jego kosztem ratować budżet, polskie kluby nie chcą płacić, a zagraniczne go nie znają... Wiec gra dalej... I co pół roku, co okno transferowe, ma nadzieję. Mija sezon, dwa, cena spada, bo i kontrakt bliżej końca, wiec wreszcie przechodzi do czołowego naszego klubu.

Duży krok do przodu, kadra, europejskie puchary... Większe wyzwania, większe możliwości. Teraz znowu dwa lata, i jedziemy za granicę, do dobrej ligi, ale tylko do średniego klubu. Tutaj dopiero trzeba udowodnić swoja klasę, nic nie ma za darmo, a pierwszy sezon nie jest łatwy. Aklimatyzacja w nowym miejscu, przeprowadzka z rodziną, nauka języka, inna mentalność ludzi, inny trening, inna taktyka, większa presja... Być może trzeba usiąść nawet na ławce...i wałczyć o miejsce w składzie. I oby nie było kontuzji, bo to eliminuje na dłużej...

Ale jeśli wszystko dobrze idzie, to po dwóch, może trzech latach jest gotowy by iść do góry. Jest tylko jeden mały problem : wiek. W dużych klubach nikt go nie chce, bo za stary, nieatrakcyjny, bez nazwiska. Dla mediów, kibiców, sponsorów jego przyjście to żadne wydarzenie... Wolą Neymara, albo kogoś z Argentyny...
Nasz piłkarz po pobycie w trzech klubach zbliża się do trzydziestki... Podpisze jeszcze jeden kontrakt na Zachodzie , potem pojedzie na Cypr i wróci do naszej ligi.... Zrobi karierę, ale nie na miarę światowa... A przecież gdyby Bełchatów leżał kolo Mediolanu, albo pod Barcelona, wszystko mogłoby się potoczyć inaczej. Szybciej i lepiej. Znaliby go od dziecka, oglądali każdy mecz, a gdyby postanowili pozyskać, to by tam trafił. Bo Barcelonie się nie odmawia. Potem w jednej drużynie z Messim i Iniestą grałby na ich poziomie, rósł razem z nimi...

Oczywiście ktoś może myśleć, że jeśli w polskiej lidze trafi się niesamowita perełka, to faktycznie zostanie wyłowiona właśnie stąd i wsadzona bezpośrednio w prywatny samolot prezesa Juventusu. To się jednak raczej nie zdarzy, ponieważ rozgrywki polskiej ligi dla największych klubów nie są w żaden sposób miarodajne. Mało tego – nawet rozgrywki Ligi Europy miarodajne nie są. Liczą się regularne, dobre tydzień w tydzień występy w sprawdzonej, silnej lidze. Nie gdzieś daleko, w średnim klubie, tylko na miejscu, na tamtym rynku...

Mniej więcej tak samo wygląda sytuacja w wielu innych branżach. Robert Kubica musiał wyjechać do Włoch i jeździć na gokartach jako młody chłopak, by przejść cały ten system szkolenia, wyławiania talentów, promowania ich. Musiał być kimś „stamtąd”, a nie kimś obcym, dopiero do zweryfikowania. Bo obcy musi "fruwać", szybkie bieganie nie wystarcza, trzeba być lepszym od tych, którzy już tam są od dawna. Nikomu nie chce się weryfikować ludzi z zewnątrz, nie ma na to czasu.
Piłka nożna to nie podnoszenie ciężarów, gdzie wygrać może ktoś z Ciechanowa, bo jest bezsprzecznie najlepszy. Nic z tego. W piłce nie ma czegoś takiego jak „bezsprzecznie najlepszy”, bo trzeba zawodników próbować na tle innych, coraz bardziej wymagających konkurentów, w innych realiach.

Czyż nie podobnie jest np. z aktorami albo reżyserami? Roman Polański dostatecznie wcześnie wyjechał i zdołał dorwać się do tej amerykańskiej drabiny. Gdyby został w Polsce, byłby bardzo dobrym polskim reżyserem. I tylko polskim. Kimś takim jak Zanussi albo w najlepszym wypadku Wajda. Nikt by mu nie powierzył dużych zachodnich produkcji, nie dal do dyspozycji mega budżetów i Jacka Nicholsona. Daniel Olbrychski w wielkim kinowym hollywoodzkim przeboju wystąpił dopiero niedawno, na sam koniec swojej kariery. A i tak nie była to rola pierwszoplanowa. Owszem, zagrał w świetnych filmach, ale niestety znanych lokalnie, a nie globalnie.

Wyjeżdżali i inni. Seweryn, Pszoniak, Pieczyński... Byli tam zbyt późno by trafić do Champions League.

Świat niby robi się coraz mniejszy, niby sława jest na wyciągnięcie reki, ale nie dla każdego. Tylko Ci, którzy się sprawdzają na docelowym rynku, są nadal młodzi i perspektywiczni. I mogą sięgnąć szczytów. Żeby dokonać tego w futbolu, w dodatku pochodząc z Polski, trzeba się śpieszyć i mieć bardzo dużo szczęścia.
Trwa ładowanie komentarzy...